Tajne dokumenty i znikające zdjęcia

23.03.2007

Tajne dokumenty i znikające zdjęcia
Wystawa. Nieznane archiwum Wehrmachtu można od dziś oglądać w Towarzystwie Przyjaciół Gdańska

GRAŻYNA ANTONIEWICZ
g.antoniewicz@prasa.gda.pl

Tajne dokumenty wywiadu. Rozkazy i raporty. Wyroki śmierci za dezercję. Skierowania do Stutthofu za pijaństwo. Archiwum kompanii wyborowej Wehrmachtu. Wśród żołnierzy znajdowali się mieszkańcy Pomorza.
Archiwum 7. Batalionu Zapasowego 7. Dywizji Monachijskiej Wehrmachtu, odnalezione w starych fortach, od dzisiaj zobaczyć można na wystawie w Towarzystwie Przyjaciół Gdańska. Historia jest więcej niż sensacyjna. – O istnieniu archiwum wiedzieliśmy od kilku miesięcy. Istniała obawa, że zostanie rozproszone i wywiezione z kraju. Zainteresowanie było ogromne. Po wielu tygodniach negocjacji udało się je nam wykupić od prywatnej osoby. Teraz dokumenty są fotografowane i tłumaczone. Zostaną wydane w specjalnym opracowaniu – mówi Piotr Mazurek, prezes Towarzystwa Przyjaciół Gdańska. Jak to się stało, że archiwum przetrwało? Przed pójściem do niewoli żołnierze opiekujący się kancelarią ukryli powierzone im dokumenty w forcie. Odnaleziono je przypadkiem podczas prac budowlanych. Kto? Pozostanie tajemnicą. – Archiwum 4. Kompanii 7. Polowego Zapasowego Batalionu 7. Dywizji Monachijskiej jest unikatowe – zapewnia Piotr Mazurek – Wśród prawie 1000 stron dokumentów wiele poświęconych jest zarówno Polakom i Kaszubom siłą wcielonym do jednostki, jak i ostatnim miesiącom wojny. W archiwum są listy – stany osobowe jednostki, pełne nazwisk polskich i polskobrzmiących, nazwiska kaszubskie i innych narodowości (zależnie od miejsca, gdzie następował przymusowy pobór). Dywizję Monachijską Wehrmachtu utworzono w 1934 roku. Powstała w 7 okręgu wojskowym w Monachium. Od samego początku była jednostką elitarną. Na bieżąco uzupełniano jej stan. Stan osobowy monachijskiej prawie zawsze wynosił siedemnaście tysięcy ludzi. Wojenny szlak dywizja rozpoczęła we wrześniu 1939 roku w Polsce. Koniec wojny zastał ją na Mierzei Wiślanej, Gdańsku i na Helu. Skapitulowała 9 maja 1945 roku. Oprócz dokumentów, zachowały się elementy wyposażenia biurowego: spinacze, klej, taśma, linijka, ołówki, atrament marki Pelikan, komplet metalowych stempli, nieśmiertelniki -wszystko, co świadczy o unikatowości i kompletności zbioru. Jest nawet srebrny grawerowany kieliszek, należący do jednego z oficerów Dywizji Monachijskiej, i nożyk do otwierania korespondencji (wykuty z uszczelniacza pocisku dużego kalibru)
- Są tu rzeczy, które mogłyby stanowić kanwę do niezłego filmu szpiegowskiego – opowiada prezes Mazurek.
- Jest zdjęcie miejsca, gdzie zostały prawdopodobnie zakopane dokumenty. Kiedy zostało wyjęte z opakowania, wyblakło i stało się nieczytelne. Przez kilka sekund udało się je nam obejrzeć i sfotografować.

- Dokumenty z chirurgiczną precyzją obnażają prawdę o ostatnim okresie wojny, wcieleniach przymusowych tragediach dzieci, które powoływano do wojska, tylko dlatego że skończyły siedemnaście lat – mówi Piotr Mazurek – Na przełomie 1944/45 Monachijska stacjonowała w okolicach Stegny, więc wcielano do niej Polaków i Kaszubów. O tym, że nie od bywało się to bezboleśnie świadczą wpisy do rejestru kar za ucieczkę do domu rodzinnego, kara ciemnicy albo pobyt w obozie koncentracyjnym Stutthof, a nawet za opuszczenie pola walki – kara śmierci, bo i takie odnajdujemy wśród dziesiątków innych. Bardzo często miejsce pochówku było utajnione…
Są też inne wstrząsające dokumenty – powiadomienie o śmierci żołnierza – nigdy nie wysłane do adresata ze względu na zbliżający się koniec wojny, przestała bowiem funkcjonować poczta polowa. Chciałbym, żeby ta wystawa pomogła przełamać stereotypowe myślenie o przymusowych wcieleniach.
Archiwum 7. Monachijskiej Dywizji Piechoty można oglądać od dzisiaj, przez trzy tygodnie, na wystawie w siedzibie Towarzystwa Przyjaciół Gdańska, przy ulicy Warzywniczej l0a. Będzie czynna w dni powszednie od 11 do 16, a w weekendy od 11 do 15. Wstęp wolny.