3-4.08.2002r
WYSTAWA
W międzywojennym Gdańsku
W budynku Muzeum Poczty Polskiej w Gdańsku otwarto wczoraj wystawę „W międzywojennym Gdańsku – z archiwów Polonii Gdańskiej”. Jej przesłaniem jest przedstawienie zwyczajnego życia gdańszczan i funkcjonowania miasta w latach 1918- 1939. Wśród eksponatów znajdują się głównie przedmioty codziennego użytku, które w większości pochodzą ze zbiorów prywatnych. Na uwagę zasługuje m.in. odnaleziona niedawno podstawka pod sztućce, czy spis mieszkańców Gdańska z 1935 roku. Wystawa czynna będzie codziennie – oprócz wtorków i sobót – w godzinach od 10 do 16. W niedzielę od 10.30 do 14.
Czyj jest ten widelec?
Skarby pana Piotra na wystawie „W międzywojennym Gdańsku”
GABRIELA PEWIŃSKA
Podstawka do sztućców. Kto dziś tego używa! Mam swoje, szklane, ale pewnie stłuką się przy przeprowadzce. Ta jest sprzed wojny. Prawdziwe dzieło sztuki! Elegancko nakryty stół. Pierwszej klasy zastawa. Kobieta z błyszczącym naszyjnikiem z pereł na zgrabnej szyi sięga po nóż i widelec. Jest zakochana w tym panu, który siedzi naprzeciwko. Później się pobiorą. Urodzą się dzieci. Poumierają. Poumierają i dzieci. A ta mosiężna podstawka, na której opierali sztućce podczas ich pierwszej kolacji, została! Przeżyje pewnie i mnie. I teraz stoi, nieśmiertelna, w gablocie. Za szybą. Każdy patrzy ciekawie i nikt nie wie, kto o nią naprawdę te sztućce opierał. – Wykopałem ją osobiście na Dolnym Mieście – mówi Piotr Mazurek – przewodnik po Gdańsku, pasjonat historii. – Kiedy przebudowywano węzeł wylotowy w rejonie Sadowej i Długich Ogrodów, prowadzono prace w związku z budową tunelu podziemnego. Przy okazji przesypywano hałdy ziemi. Raj dla zapalonych zbieraczy! Chodził zatem i grzebał. Do grzebania przyłączył się syn. Prawdziwym odkrywcom nawet łopatka niepotrzebna – śmieje się Piotr. -Gołe ręce znajdą więcej…
Srebro z ziemi Z takich łowów przytargał już do domu XIX – wieczną obudowę kominka! – Mateusz miał wtedy pięć lat – wspomina Piotr. – Patrzymy, coś wystaje z ziemi. Szarpiemy, szarpiemy! I wyszarpaliśmy wielki cokół kominka! Nogi pieca. Całe figury! A przy okazji srebrną biżuterię! Dom pana Piotra to prawdziwe muzeum przedwojennej historii miasta. Na szczęście jego pasję podziela też żona. I z każdego przywleczonego na pokoje przedmiotu oboje cieszą się jak dzieci. Do grupy amatorów dawnego piękna od małego przyuczany był syn Mateusz. A ta tablica? Skąd się u licha wzięła, pordzewiała? Któregoś dnia przyjaciel Piotra Mazurka – Mirek Piskorski wykopał przedwojenny szyld Gdańskiego Towarzystwa Ubezpieczeń od Ognia. – Znalazł ją przy budowie kina Krewetka – tłumaczy przewodnik. Prawdopodobnie w 1945 roku została zerwana i wpadła do jakiegoś leju po bombie. Później lejów nie oczyszczano, jedynie zabetonowano. A podczas budowy Krewetki, kiedy likwidowano część starego hotelu na dawnym placu Gorkiego, przy zrywaniu podłogi wyciągnięto wielką bryłę betonu. W niej tkwiła. Konserwatorzy oczyścili znalezisko, na ile się dało. A że widać tego gdańskiego orla, naprawdę robi wrażenie! Towarzystwo było wtedy jedną z największych gdańskich firm ubezpieczeniowych. Pozostały po nim także komplety polis, a nawet potwierdzenia wpłat!
Ekspozycja sentymentalna Na wystawę „W międzywojennym Gdańsku” , której jest pomysłodawcą. Piotr Mazurek przywlókł pewnie z połowę domu. Wiele z tych eksponatów to jego dzieci. Każda rzecz ma przynajmniej swoją maleńką historię. Choćby zaproszenie na bal charytatywny! Raut organizował jeden z pierwszych przedstawicieli polskiej władzy – Henryk Strassburger. Zaproszenie pochodzi z 1924 roku. Dochody z imprezy miały wesprzeć gdańskich studentów. Są i gdańskie zapałki! Razem z wsadem! – Pochodzą z rozebranej kamienicy z 1898 roku, która stała przy Sadowej 4. Jako jedyna podczas przebudowy węzła komunikacyjnego na Dolnym Mieście została rozebrana! – żałuje Piotr. – Wychowałem się w tym domu. A była tam straszna, ciemna, śmierdząca wilgocią piwnica. Tuż przed zburzeniem wszedłem tam. Znalazłem kilka pudełek zapałek i numerator starej centrali telefonicznej! Z tego, co opowiadała mi moja mama, ów numerator znalazł po wojnie dziadek. I schował, razem z zapałkami. Oprócz piwnic pan Piotr chętnie buszuje na gdańskich placach. W kupce piachu błyśnie czasem jakiś skarb. Choćby kawałek porcelany. Albo przedwojenne kapsle – śmieje się. – Jakże często są to kapsle od gdańskiego piwa! Każdy z wizytówką sklepu, gdzie piwo zostało sprzedane. Jak widać, ta historia gdzieś tam sobie leży, ziemia oddaje -to z czego przed laty inni korzystali – następnym pokoleniom.
Księga zostaje Z grobu wstał też gdański spis mieszkańców z 1935 roku, z czasu, gdy Gdańsk był Wolnym Miastem! Prawdziwy unikat! Wygląda to jak dzisiejsza Panorama Firm. Skąd to Piotr wytrzasnął?! – Umówiłem się z panami pracującymi w skupach makulatury, żeby odkładali dla mnie książki polsko- i niemieckojęzyczne – odpowiada. – I pewnego pięknego dnia telefon: Panie! Przyjeżdżaj pan! Mamy dwieście! Za jedną książkę – złotówka! Był wśród nich gdański spis mieszkańców. Kiedy przyjechał gdańszczanin Hans Eggebrecht, jeden z fundatorów carillonu w kościele św. Katarzyny, chciał odkupić egzemplarz. Ale skarb zostanie w Gdańsku.
Można zobaczyć
Wystawa „W międzywojennym Gdańsku” – z archiwów Polonii Gdańskiej – czynna będzie do końca października w historycznym budynku Poczty Polskiej przy placu Obrońców Poczty Polskiej 1/2 w Gdańsku.


